Sebastian Buczyński NNPlaya

Zima w mieście

Wpis opublikowano 10 stycznia 2010 o godzinie 0:12 Kategorie: Życie

To ci dopiero dziwny wpis będzie, bo miastem z tytułu nie jest Tuszyn, a Łódź (!). Trochę mnie naszło na myślenie w piątkowy wieczór.

Siedzę w tej 70-tce. Odprowadziła mnie na przystanek, sam bym go nie znalazł, tym bardziej w śnieżnej zadymce, jaka wtedy była.

Jednak się wahasz. Ten most jeszcze stoi i nie chcesz go palić.

Wyciągam telefon, patrzę na godzinę. 19:07. Wszędzie wokół biało, nie zdarzyło mi się jeszcze oglądać TAKIEJ Łodzi.

Hej, wcale nie musisz go przekraczać. Nawet teraz widzisz na horyzoncie, że istnieją inne.

Wysiadam i idę kawałek, na przystanek PKSa. Ulga, bo autobus stoi. Czyli uda mi się wrócić do domu bez godzinnego stania na przystanku. Staję tam, gdzie śnieg nie będzie mi sypał w twarz. Pod ścianą.

Chcesz uderzać głową w ten mur, aż się rozpadnie... Pomyśl, czy to jest oznaka odwagi, wytrwałości, czy tylko bezcelowy upór?

Podjeżdża niebieski autobus. Za kierownicą Mareczek. Wchodzę, grzecznie mówię dzień dobry i siadam z tyłu.

Nie myśl, że po prostu odejdziesz i będziesz mógł to wszystko obserwować z daleka.

Bateria telefonu tylko do połowy rozładowana. Można spokojnie posłuchać muzyki. Ale jakoś ochota na wyciągnięcie słuchawek nie przychodzi. Chociaż telefon już czeka w wyciągniętej dłoni.

No tak, musisz kombinować. To co jest, nie wystarcza.

19:20, ruszamy. Przez całą drogę praktycznie wzrok wlepiony w dal, przenikając szybę. Ale nie patrzę w jeden punkt, rzucam oczami to na lewo, to na prawo.

Więc widzisz coś tam, w oddali. Ale nie jest to jedna rzecz, jest ich więcej. Nie jesteś w stanie przejrzeć przez tą zamieć, ale te niewyraźne kształty nie dają spokoju.

Cholera! Żebym umiał się ostatecznie zdecydować.

Możesz poznać jedną z tych rzeczy. Decyzja którą, należy do ciebie.

Nie zrezygnuję... Nie od razu.

Zastanów się. Nie wolno ci zapomnieć, że pod nogami cały czas masz grząski grunt.

Sam się wpakowałem w tyle zobowiązań naraz, to i wyplątać się będę potrafił.

Wierzę, ale po co dokładać cały czas kolejne?

By nie tracić bezpowrotnie okazji.

Jakich okazji... Walczysz dzidą z wiatrakami.

Nikt mi nie zarzuci, że odpuściłem tak po prostu.

Nie lubisz wydeptanych ścieżek, co?

Nie! Tak jak jest, nie będzie.

Wiedziałem.

Mogę mieć z tego dużo dla samego siebie, nawet jeśli nic nie wyjdzie.

Weź pod uwagę kolejny, potencjalny upadek.

Nie szkodzi, że mogę przegrać. Wstaję dopóki wiem, po co to robię.

A jak ten cel, przez który upadłeś, nagle zniknie sprzed oczu?

Zawsze jest coś, w kierunku czego mogę się obrócić i tym zająć.

Ciebie własne straty, poniesione przy okazji, nie interesują?

Nie wyobrażam sobie strat, których nie można powetować.

Nie mam już pytań. Wiesz, co robić.

Wiem, co robię.

Tagi wpisu: Brak

Sylu

10 stycznia 2010 o godzinie 23:03

wewnętrzne dialogi są męczące, no nie?

Lesiu

11 stycznia 2010 o godzinie 17:19

Postawa godna naśladowania :) Do dzieła i powodzenia ;)

11 stycznia 2010 o godzinie 22:43

Oj, skądś znam te wplątanie się w zbyt dużo zobowiązań :). Ale tym wpisem dodałeś mi siły, aby dalej brać w nich udział :). Pozdrawiam

Magda

20 stycznia 2010 o godzinie 19:57

Nikt nie zna Cię tak dobrze jak Ty sam siebie. Dobrze, że wystarczy chwila przemyśleń i już wiesz co robić. Podejmuj zawsze takie decyzje abyś potem nie pluł w brodę. Powodzenia ^^

bartek.

20 stycznia 2010 o godzinie 20:47

łooł. takie wręcz przelewające się natłokiem myśli. to tak jak szklanka wypełniona ponad brzeg wodą.. wystarczy trącić, a się wyleje... napięcie powierzchniowe i te inne. w ogóle zauważyłem wiele zmian w treści Twej strony. więcej rozkmin wszelakich. ; )

Dodaj komentarz do wpisu

Kategorie wpisów

Blogroll

Chmura tagów