A dzisiaj będzie całkiem z innej beczki, bo wydarzyło się coś, co mnie totalnie powaliło na łopatki i spowodowało długotrwałe bóle brzucha na skutek zbyt dużej dawki śmiechu.
Otóż rzecz się wydarzyła w domu odległym od mojego miejsca zamieszkania o dwa dobre rzuty beretem, mianowicie u sąsiada M. Tatuś włączył TV, a że głodny sensacji-akcji-atrakcji, to oczywiście coś o gliniarzach. Konkretnie W11.
A niefartownie scenarzyści serialu postanowili zrobić coś o grach komputerowych; skrótowo mówiąc w odcinku chłopak który się nagrał w strzelanki postanowił zabić swojego ojca, by zobaczyć, jak to jest (tu się powinna wszystkim myślącym i analizującym problem wpływu gier komputerowych na psychikę załączyć kontrolka).
Niestety tatuś ginie, a jego pociecha zostaje później złapana. Co do opiekuna mojego sąsiada (notabene rok młodszego), uwaga, ZAKAZAŁ on synowi grania w strzelaniny
. Ze strachu? Trudno powiedzieć. A sąsiad w miarę cichy, drobnej postawy i niezbyt imponującego wzrostu... Trudno sobie wyobrazić, by we śnie zarżnął tatusia, który waży 3 razy co synek, a mierzy dwukrotnie więcej (no dobra, trochę wyolbrzymiłem). Komentarz do własnej świadomości.

1 listopada 2009 o godzinie 21:48
Uśmiałam się serdecznie. Spłycanie pewnych treści, na potrzeby telewizji i maksymalne ich konwertowanie, powoduje ni mniej ni więcej, tylko chore paranoje